czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 4

- Przepraszam, ze bez zapowiedzenia. Potrzebowałem twojego uścisku.
Boże nawet nie wiesz jak się cieszę, myślę.
- Siadaj. Proszę. - mówię sprzątając ze sofy ciuchy.
- Nie dziękuje, postoję.
- Nie wariuj. - przekręcam oczy.
- Nie rób tego! Wiesz że tego nie lubię.
- Też Cię kocham. - całuję go w policzek.
- Ja wiem.
Resztę dnia spędziliśmy na rozmawianiu.Wieczorem pomógł mi wykąpać Lily i usypiać. Później wzięłam koc i wspólnie zasnęliśmy przy nim.
~*~
Wstałam rano dość wcześnie, bo już o 6. Ubrałam się w dresy. Nawet się nie malowałam, uczesałam się w kucyka i wyszłam po bułki. Przyszłam i wszyscy jeszcze śpią. Jacoba wymęczyłam chyba wczorajszą długą rozmową. Dziś postaram się żebyśmy wszyscy wspólnie poszli na plaże. Poopalamy się. Chce żeby Lily związała się z Jacobem. Może on zechce być jej ojcem?
Nie, Jenn, to niemożliwe...Co ty sobie wogóle myślisz.
Widzę że Jacob wstaję.
- Dzień dobry.- mówię smarując bułki masłem.
- Dzień dobry. - całuje mnie w czoło.
- Zjesz coś?
- Z wielką przyjemnością. - bierze po kolei bułki i nakłada na nie pomidory i ogórki.
Patrze się chwilę na niego.
- Może pójdziemy dzisiaj na plaże? - spytałam nie pewnie, bałam się nie wiem czego.
- Jasne! To dobrze mi zrobi, odwiedzimy naszą starą miejscówkę.
- Hah - zaśmiałam się sztucznie.- To były czasy. - OMG powiedziałam to jakbym była starą babką.
Słyszę płacz.
- Aha! Lily wstała.
Wyciągam z mikrofalówki mleko. Karmię ją.
5 godzin później...
Wszystko jest już spakowane. Wzięłam dla Lily strój kąpielowy, krem do opalania, koc, pieniądze i kanapki. Powinno nam wystarczyć.
- No to w drogę! - powiedziałam zakluczając drzwi.
*Plaża*
Jem kanapkę na kocu. Jacob wraz z Lily bawią się koło morza.
- To może ja pójdę po lody?- krzyczę żeby mnie usłyszeli.
- Jasne, idź!
Tak jak mówiłam poszłam po nie. Jacobowi wzięłam śmietankowe, takie jak lubi, a sobie czekoladowego. I tak idę z tymi lodami i nagle widzę Jacoba bez koszulki... To musiało się źle zakończyć...
---------------------------------------------------------------------------
Jest next :3 Tak, doczekaliście się :D Liczę na wasze komentarze ;_;
Busia x

środa, 27 maja 2015

Rozdział 3

Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem czemu się tak tym przejęłam. Może w głębi duszy kocham Jacoba i nie traktuje go jak tylko najlepszego przyjaciela. Czemu teraz to sobie uświadomiłam... On mnie tak kocha... Kochał*. Wchodzę na Facebooka. Jacob ma już z nią nowe zdjęcia. Słodka z nich para.Po chwili dostaję wiadomość.
Od: Myślę, że sie na mnie nie obraziłaś.
Zamarłam.
Do: Skądże ;) Cieszę się z twojego szczęścia.
Od: Nie długo będę u Ciebie. Jeszcze tylko 2 dni. Kocham Cię.
Jednak ja nic nie odpisuje. Czuję odtrącenie mnie na drugi plan. Teraz będę musiała się przyzwyczaić do tego.
No nic. Trzeba wyjść z małą na dwór. Biorę spacerówkę od Chicco i wychodzę z małą na spacer. Spotykam paru znajomych z gimnazjum. I mojego byłego. Nie wiedziałam że z niego teraz taki bizemesmen. Gdybym tylko wiedziała.
- To twoje?-mówi z lekkim zdziwieniem.
- Tak jak widać- uśmiecham się.
- Wiesz, ja muszę spadać. Pa.
Co za cham!! Tylko tyle? Odchodzę bez żadnego słowa.
Gdy jestem już w domu, padam z nóg. Lily widzę że też, więc kładę ją obok mnie i zasypiamy.
*rano*
Wstaję jak żołnierz. Widzę że Lily jeszcze śpi, wiec całuję ją delikatnie w czółko. Zakładam na siebie spodnie z dziurami z sieciówki H&M i do tego granatową koszulkę z pięknym cytatem "Idź ciężko albo idź do domu". Jest to stare Amerykańskie przysłowie, daje tyle do zrozumienia...
Włączam żelazko, i prasuję ciuszki na dzisiaj dla Lily. Wybrałam czarne legginsy i biały t-shirt. Są tak pogniecone ze bez prasowania się nie obejdzie. Włączam telewizor, lecz same wiadomości są to nie ma co oglądać.W radiu leci moja ulubiona piosenka "Firestone". Nagle w domu rozprzestrzenia się dzwonek do drzwi. Ściszam radio i idę otworzyć. MAMO, NIE WIERZE W TO CO WIDZĘ.
- Jacob? - Rzucam mu się na szyję. - Boże to ty.
-------------------------------------------------------------------------------------
Jest trzeci! ;) Wyczekujcie zwiastunu!
Busia x


sobota, 23 maja 2015

Rozdział 2

Kocham ją całym serduszkiem. To dla niej próbuje być silna i myślę że jestem na dobrej drodze.
Na razie, to nie mogę doczekać się przyjazdu Jacoba. Kocham go, ale tylko jako przyjaciela i myślę że on czuje to samo. Owszem, kiedyś się we mnie podkochiwał ale to było tyle lat temu... Tylko powspominać!
Wstaję i idę do kuchni po tabletki. Zauważam że już mi się kończą. Musze iść do lekarza po receptę i je wykupić. Jakby nie patrzeć, pomagają mi. Ale to kiedy indziej. Teraz nie mam czasu. A może... przestane je brać i zobaczę czy mogę bez nich normalnie funkcjonować?
Tak, chyba tak zrobię!
Idę się ubrać. Zakładam na siebie moje jasne boyfriend'y, do tego biały t-shirt i białe, niskie convers'y. Lily ubieram w jej ulubioną różową sukienkę. O M G jak ona w niej świetnie wygląda!
Otwieram laptopa. Mam 1 wiadomość od Jacoba.
Od: Lepiej?
Do: Wiele. Tabletki mi bardzo pomagają.
Od: Chcę już u Was być.
Do: Ja chcę Cię przytulić. Cholernie tęsknie.
Od: Ja również.
Do: Kocham Cię.
Od: Ja Ciebie mocniej.
Zamknęłam komputer. Nie wiem czemu, ale cieszę się jak Jacob pisze mi że mnie kocha. CZY JA JESTEM JUŻ SERIO JEBNIĘTA?
- Bardzo możliwe.. - mówię do siebie po ciuchu.- No nic, trzeba iść sprzątać.
Zaczęłam od ścierania kurzu. Nie lubię go. Potem zamiotłam podłogi i umyłam. Dom był wyczyszczony na cacy! Z racji że Lily już stawia pierwsze kroki, miałam utrudnienie, ale nawet z tym dałam sobie jakoś radę. Otwieram laptopa i puszczam piosenkę Arctic Monkeys - Do I Wanna Know! Kocham ten kawałek, serio! Ruszam pupą jak szalona, biorę na ręce małą Lily i tańczę razem z nią. Niestety hałas przerywa głośny trzask drzwiami. Obracam się zaniepokojona. To ona. Moja matka.
- Czego tu szukasz? Znowu chcesz namieszać w moim życiu? Znowu chcesz zrobić awanturę?!
- Nie Jenn przyszłam porozmawiać... - powiedziała patrząc mi się prosto w oczy.
- Sądzę, że nie mamy o czym- unoszę rękę i proszę ją żeby wyszła.
- Ale Jenn.
- Powiedziałam Ci żebyś wyszła! - zrobiła to. Ja od razu podbiegłam do drzwi i je zakluczyłam. Natychmiast zapłakana otwieram laptopa i próbuję połączyć się przez Skype z Jacob'em.
- Była tu! - mówię nie patrząc w komputer.
- Znamy się? - mówi jakiś kobiecy głos. Unoszę głowę d góry i moje oczy ujrzały piękną, niebieskooką blondynkę.
- Nie pewnie nie wybrałam tej osoby.. Przperaszam..
- Chciałaś dodzwonić się do Jacob'a? - mówi z uśmiechem. Wygląda na miłą. Takie lubi Jacob...- Zaraz go zawołam. Jacob!
- Tak? - słyszę jego głos z daleka.
- Ktoś do Ciebie.
Widzę jak wchodzi na górę patrząc się na komputer jakby zobaczył ducha.
- Jenn?
- Przepraszam zadzwoniłam w złym momencie. - zanim zdołał mi odpowiedzieć rozłączyłam się.
*z perspektywy Jacoba*
Na początku zamurowało mnie widząc Jenn płaczącą. Nie wiedziałem co się stało. Ale kiedy odebrała to Ally wiedziałem że czas powiedzieć Jenn że mam nową dziewczynę. Owszem, nadal ją kocham lecz i tak nie mam u niej szans! A może jednak ona coś do mnei czuje? Nie to głupie. Ale byłoby F A N T A S T Y C Z N I E!
Nie, wróć. Teraz kocham tylko Ally, lecz było mi smutno kiedy Jenn nie chciała ze mną rozmawiać i się rozłączyła...
*z perspektywy Jenn*
Boże, nie. Tylko tego mi brakowało.
Płacząc zakrywam twarz.

--------------------------------------------------------------------------------
Jest i 2 rozdział! Mam do was proźbę.
Udostępniajcie i komentujcie tego bloga!
Bardzo mi zależy aby zyskał malutką sławę :)
To do następnego!


piątek, 22 maja 2015

Rozdział 1

To już rok.
Rok po śmierci Ian'a.
Nie wytrzymuje psychicznie.
Jak to mogło się w ogóle stać?
Czemu nie jechałam razem z nim? - To są częste pytania które zadaje sobie po śmierci Ian'a. Smutek w środku rozpierdala mnie psychicznie. Nie polegają już nawet tabletki na depresję. Czasem mam wrażenie, że pójście do psychiatryka będzie najlepszym rozwiązaniem dla mnie...
Ale nie mogę tak myśleć.
Muszę jeszcze żyć dla naszej córeczki.
Kocham ją całym sercem. Moja kochana.. Nasza kochana.
Lily bardzo tęskni za ojcem, chociaż miała tylko roczek jak zmarł i to prawie nie możliwe żeby go jeszcze pamiętała. Co niedziele odwiedzam samotnie cmentarz, gdzie rozpaczam się nad sobą. Jaką to złą matką jestem. Nie jest łatwo wychowywać samotnie dziecko. Zwłaszcza, że rodzice mają mnie również w dupie. Mój najlepszy przyjaciel, Jacob, również wyjechał. Na uczelnie do Bostonu. Owszem gratuluje mu, sama miałam na nią iść ale zaszłam w ciąże. Z Ian'em. Moim kochanym Ian'em. Szczerze mówiąc zrozumiałam jak go kocham dopiero po jego śmierci. Pierwszy raz - wpadka. Na szczęście kochaliśmy się i wiedzieliśmy w dość młodym wieku czego chcemy.
Ian zawsze mnie wspierał, kochał i za razem nienawidził.
Nie mogę pokazywać Lily jak bardzo jestem jeszcze załamana, zwłaszcza że muszę ją wychować na porządną dziewczynę. Częstą czatujemy z Jacob'em. Stara mnie się pocieszyć ale nic nie da rady zrobić. Potrzebuje tak bardzo jego przytulenia. Chociaż raz.
Od: Jak tam? Wszystko ok?
Do: A jak myślisz?
Od: Wszystko będzie dobrze, nie długo przyjadę.
Do: Tak bardzo Cię teraz potrzebuje.
Od: Wiem..
Wyłączyłam czat Jacobem.
- I co słońce?-mówie głaszcząc śpiącą Lily.- Damy radę prawda? - kieruje głowę na podłogę.- Musimy.
Wstaję całując Lily w czoło.
- Moje kochanie.
Poszłam prasować ciuszki Lily. Nie lubię jak chodzi w nie wyprasowanych ciuszkach. Przed tym poszłam wziąść następną dawkę tabletek.
*płacz Lily*
- Akurat teraz? Serio?- podlatuje do niej biorąc ją na ręce śpiewając kołysankę. dokładnie taką jaką śpiewała mi mama.
"(...) Już Ci nigdy nie uwierzę iskiereczko mała.
Najpierw błyśniesz, potem zgaśniesz
ot i bajka cała."
 Zasypia. Lecz akurat w tym momencie, jak na pech dzwoni telefon. 
- Pierdziele- mówię. - Nie odbieram, dziecko usypiam, nie widać?
Położyłam małą i poszłam zobaczyć kto dzwonił. To mama. rzucam telefonem o ścianę. Płaczę i kładę się koło małej. Zasypiam. 
Następnego dnia budzi mnie Lily. Już trzyma w ręku książkę. Uśmiecham się do niej i dołączam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
1 rozdział :D Myślę że się spodobał? Next? :D

Busia x